Add Listing

Odpoczynek od codzienności, w zgodzie z naturą.

stajnia okliny

Podlasie

Wciąż nienaruszone zębem nowoczesnej cywilizacji tereny północno-wschodniej Polski, kusząco pierwotne, poza skalą czasu, jakby całkowicie zapomniane. Docenia je każdy, kto miał okazję spędzić tam choćby kilka dni, z intencją odcięcia się od codzienności. Głęboko na Podlasiu, już prawie pod granicą z Litwą, gdzie wsie noszą urocze nazwy jak Bruszki, Leszkiemie, Stankuny, Wiżajny, jadąc samochodem, trzeba uważać na krowy, które często przechodzą drogą za przewodnikiem, wiedzione z pastwiska do domu. Sklep występuje raz na kilka kilometrów, wielobranżowy najczęściej. Zewsząd blisko do jezior, punktów, które stały się atrakcją turystyczną jak malownicze cerkwie czy skanseny. Piękne są tu wszystkie pory roku, a nizinne pejzaże malują wspaniałą skalą barw codzienne wschody i zachody słońca. 

Miejsce

W jednej z tych maleńkich wsi podlaskich, o nazwie Okliny, mieszkają prawdopodobnie najszczęśliwsze konie w regionie. Żyją swobodnie, w komitywie ze swoim opiekunem – człowiekiem. Galopują po bezkresach pastwisk, wieczorem wracają do stajni, gdzie czeka ich schronienie i miłość międzygatunkowa. Stajnia Okliny, bo tak nazywa się ta sympatyczna agroturystyka, prowadzona przez Panią Berenikę, jest miejscem absolutnie wyjątkowym. To centrum terapii nie tylko dla dusz przeciętnych turystów, którzy pragną uciec od wielkomiejskiego życia, ale przede wszystkim to miejsce dla profesjonalnej psychoterapii z udziałem koni, w nurcie pracy z procesem. 

Do dyspozycji gości jest stary, przeszło stuletni dom, zwany glinianą chatą lub domkiem Baby Jagi. Na jego magiczny klimat składa się cała konstrukcja oraz każdy z elementów wystroju, kolorowych drobiazgów pochodzących z różnych momentów jego historii.

Apartamenty noclegowe znajdują się również w drewnianym domu, w którym mieszka Pani Berenika z rodziną. Ten położony jest tuż obok starej, glinianej chaty, z jego tarasu rozciąga się przepiękny widok na koniec świata. 

Jedzenie

Lokalne produkty zapraszają do degustacji na każdym kroku. Wielkie, pyszne wiejskie chleby, świeże warzywa wprost z ogródka. Trzeba pytać gospodarzy, rozglądając się na miejscu. Pani Berenika zapewne chętnie podpowie, w kwestii wyżywienia. Do najbliższego sklepu jest kilka kilometrów, trzy, a może więcej. Ciężko liczyć odległości w takim miejscu. Maszerując drogą wśród pastwisk, które całymi dniami okupowane są przez liczne stada krów, co rusz spotyka się drogowskaz z napisem “sery”. Ludzie mają własne, wiejskie manufaktury serów, które wyrabiają z różnymi dodatkami ziół i przypraw. Masło, jajka, mleko i śmietanę i własne, domowe sękacze. Dużo wegetariańskich dań jest w tradycyjnej kuchni podlaskiej, ale warto pytać lokalnych mieszkańców o domowy catering, aby w dobrej cenie zjeść naprawdę smaczne danie – na życzenie wegańskie, na przykład kotlety mielone z pieczarek lub cepeliny z soczewicą. W okolicy jest jedna mini restauracja z barowym jedzeniem, gdzie weganie dostaną raczej wyłącznie frytki.

Podczas spacerów i rozeznania w okolicznych możliwościach kulinarnych, może trafić się przypadkowa gościna w jakimś gospodarstwie, możliwość drapania po brzuszku kota grzejącego się na zapiecku i kilka lokalnych historii.

wegańska maślanka Poprzedni post
Wegańska maślanka